Uwielbiam testować kryjące podkłady. Mam co zakrywać na twarzy i czerpię satysfakcje, gdy moje niedoskonałości znikają pod makijażem.😍
W tym poście przeczytacie jak sprawdził mi się podkład kryjący Pierre Rene, Skin Balance Cover, który poleciła mi moja bratowa.💖
Od producenta
Wodoodporny podkład kryjący. Maskuje wszelkie niedoskonałości cery. Perfekcyjnie dopasowuje się do struktury skóry przywracając jej blask i elastyczność. Unikalna formuła kosmetyku dobrze się wchłania i utrzymuje przez wiele godzin. Gwarantuje promienny i młody wygląd. Luksusowa formuła zawiera ekstrakty roślinne oraz witaminę E.
Skład
Cyclopentasiloxane, Aqua, Dimethicone, Propylene Glycol, Trimethylsiloxysilicate, Sodium Chloride, PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Trihydroxystearin, Magnesium Stearate, Laureth-9, Methyl-Propyl-Butylparaben, Diazolidinyl Urea, Camellia Sinensis Leaf Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Tocopheryl Acetate, Parfum [May contain (+/-): CI 77891, Mica, CI 77499, CI 77491, CI 77492].
Cena i dostępność
Podkład możemy dostać na stronie producenta (link), gdzie niestety jest droższy niż polskich sklepach, bo kosztuje tam aż 16 euro😳. Stacjonarnie znajdziecie go m.in. w Hebe (link) i Drogerie Natura (link). Natomiast internetowe drogerie, które mają go w swojej ofercie to m.in. ekobieca (link), Notino (link), ezebra (link) i Pachnidelko (link). Ceny podkładu wahają się od 19,79 zł do 33,99 zł w zależności od sklepu i aktualnych promocji.
Opakowanie
Podkład zamknięty jest w szklanej, masywnej buteleczce z wygodną pompką, która nie zacina się i odmierza niewielkie porcje produktu. Szklane opakowanie nie przypadnie do gustu osobom, które chcą z nim podróżować, ponieważ jest ciężkie.
Szata graficzna opakowania jest typowa dla marki Pierre Rene, która swoją drogą przypadła mi do gustu. Lubię elementy czerni na opakowaniach. Mam wrażenie, że dodają im elegancji.😊
Szata graficzna opakowania jest typowa dla marki Pierre Rene, która swoją drogą przypadła mi do gustu. Lubię elementy czerni na opakowaniach. Mam wrażenie, że dodają im elegancji.😊
Oryginalnie podkład dodatkowo zapakowany jest w kartonik, ale już dawno pozbyłam się go, więc nie mogę wam go pokazać. Co niestety okazało się błędem, ponieważ dopiero pisząc ten post zorientowałam się, że na buteleczce nie znajduje się numer odcienia. Ogólnie jest na niej bardzo mało informacji. Jedynie jest pełna nazwa i opis produktu, gramatura (30 ml), skład oraz termin ważności (12 miesięcy od otwarcia).
Podkład ma bardzo kremową i gęsta konsystencje, dlatego warto uważać z ilością i nakładać go bardzo mało warstwami. Daje lekko lepie, satynowe wykończenie oraz pozostawia świeży blask na twarzy.
Pachnie bardziej jak pielęgnacja niż podkład. Ja wyczuwam wanilie. Nie jest to drażniący zapach, ale chwilę czuć go na twarzy.
Dostępny jest w 14 odcieniach. Jak już wspomniałam powyżej numerki odcieni nie są zapisane na buteleczce. Nie dam sobie ręki odciąć, ale jestem na 99% pewna, że mój kolor to 20 Champagne, bardzo jasny, pierwszy w kolejności w żółtych tonach. Dla mnie na tyle jasny, że mogę go używać tylko zimą jak już nie zostało nic z mojej letniej opalenizny.
Do porównania odcieni jak zwykle użyłam podkład z MAC i Catrice. Niestety zdjęcia robiłam, gdy jeszcze nie wiedziałam, że Pro Longwear został wycofany z produkcji, a podkład z Pierre Rene już skończyłam i nie mam jak zrobić nowe swatche😓. Mam nadzieje, że mimo to będą one pomocne. Widać, że Pierre Rene ma żółte tony i jest jaśniejszy.
Moja opinia
Podkład jest łatwy w aplikacji i ładnie wtapia się w skórę. Nakładam go na twarz dłonią i z grubsza równomiernie rozprowadzam, a następnie doklepuję zwilżoną gąbeczką. Stosowanie samej gąbką też się sprawdza. Ja po prostu lubię tę technikę. Natomiast nie da rady nałożyć go pędzlem, ponieważ pozostawia smugi i podkład już tak ładnie się nie wtapia.
Jedna cienka warstwa daje średnie krycie, ale można je zbudować do pełnego i ja tak właśnie robię. Najpierw nakładam jedną cienką warstwę, a potem dokładam podkładu tylko tam, gdzie potrzebuje większe krycie. Nie czuć go na twarzy. Zachowuje się jak druga skóra. Ładnie wyrównuje koloryt, kryje niedoskonałości i optycznie wygładza skórę. Podkład dobrze przyjmuje kolejne produkty.
Pierwsze oznaki sebum pojawiły się po ok. 4 godzin, ale na tyle minimalne, że nie wyglądało to źle. Raczej dawało naturalny blask skórze. Podkład nie jest odporny na przecieranie, więc nie nadaje się pod maseczkę ochronną. Osoby lubiące dotykać swoją twarz (a nie powinny!) będą miały z nim problem. Ja nie mam takiego nawyku, dlatego podkład u mnie nie ściera się w ciągu dnia.
Po całym dniu noszenia (standardowe 8 - 9 godzin) podkład nadal wygląda dobrze. Delikatnie świeci się na czole, ale w ładny, zdrowy sposób. Najgorzej, ale nie tragicznie wygląda na nosie i przy jego skrzydełkach. Tam podkład najmocniej się świeci, ale nie jest to jeszcze aż tak tłusty efekt, że trzeba wszystko zmywać. Wystarczy zrobić poprawkę i podkład dalej wygląda ładnie. Jednak tu uprzedzam, żeby robić to bardzo delikatnie, bo podkład możne się zetrzeć. Jeśli macie problemy z ogromnymi porami na nosie to on niestety pod koniec dnia je bardziej uwidoczni. Mniejsze nadal są niewidoczne.
Jako "szczęśliwa" posiadaczka cery mieszanej z bardzo tłustą strefą T jestem bardzo zadowolona z tego podkładu. Jest wydajny. Jedna pompka wystarcza na całą twarz i zbudowanie krycia. Nie zapycha i nie oksyduje w ciągu dnia, więc nie robi efektu pomarańczowej twarzy.
Krótko podsumowując podkład ładnie wygląda na twarzy. Nie tworzy efektu maski i jest bardzo trwały. Świetny, polski produkt za małe pieniądze.
Używaliście już tego podkładu? Co o nim sądzicie?
Pozdrawiam :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz