poniedziałek, 25 marca 2019

Cheek Parade, czyli skarby Benefitu!


Markę Benefit nie trzeba nikomu przedstawiać. Na rynku jest wiele lat i co chwila zaskakuje nas swoimi nowościami. Pewnie niejedna z Was ma w swojej kosmetyczce ich produkty lub chciałoby je mieć. Ja też je chciałam😉. Dlatego, gdy zobaczyłam, że Benefit wypuszcza dużą paletę ze swoimi hitami to musiałam ją zdobyć.  
Jak wiadomo kosmetyki Benefit nie należą do najtańszych. Zakup każdego bestselleru z osobna to byłoby zabójstwo dla mojego portfela, poza tym nie chciałam wydawać AŻ tyle na kosmetyki. Trzeba być rozsądnym😆. 
Jednak nadarzyła się okazja i stałam się posiadaczką palety Cheek Parade, która w środku skrywa same skarby Benefitu. W dzisiejszym poście dowiecie się czy było warto ją kupić. 

    
Od producenta

Zdobądź pięć bronzerów i róży cenie dwóch! Ta paleta z limitowanej edycji zawiera nasz nowy złoty róż GALifornia, nowy bronzer hoola lite, najlepiej sprzedający się bronzer hoola matte i wiele innych. Z pięcioma odcieniami, które schlebiają wszystkie odcienie skóry, ta pełnowymiarowa paleta jest wyposażona w miękki pędzel oraz nasze triki i podpowiedzi makijażowe!

Cena i dostępność 

Przyznam szczerze, że trudno było dostać paletkę Cheek Parade. Z racji tego, że była to edycja limitowana to szybko się wykupiła i w Polsce nie była już nigdzie dostępna. Jej cena wynosiła 289 zł. Swoją kupiłam w zeszłym roku na stronie internetowej greckiej Sephory za 61 euro. 
Benefit, co jakiś czas, wypuszcza podobne paletki, w których znajdziemy aktualne bestsellery. W tej chwili na stronie Sephory pojawiły się dwie nowości: 
- Cheekleaders Bronze Squad (link) - Paleta bronzerów i rozświetlaczy, w której skład wchodzi złocisty rozświetlacz Cookie, matowy bronzer Hoola Carmel, matowy bronzer Hoola, opalizujący róż Coralista oraz róż ze złotymi drobinkami Gold Rush,
- Cheekleaders Pink Squad (link) - Paleta róży i rozświetlaczy, w której skład wchodzi złocisto-różowy rozświetlacz Tickle, róż GALifornia, matowy bronzer Hoola, matowy róż Dendelion i róż Dallas.

Źródło zdjęcia: www.sephora.pl
   
Opakowanie
       
Cheek Parade przyszła zapakowana w kartonowe pudełko z grafiką taką samą jak na palecie. Pięć pięknych pań z parady grających na pudełkach produktów jak na bębnach. Na odwrocie znajdowały się zdjęcia pokruszonych pudrów z zaznaczeniem, które są nowościami. Natomiast po bokach informacje na temat produktów zawartych w palecie wraz z ich składami (zainteresowanych składem poszczególnych produktów mogą go sobie sprawdzić na stronie internetowej producenta - tutaj) oraz gramaturą. Paleta Cheek Parade zawiera pięć pełnowymiarowych produktów: Hoola Matte Bronzer (8 g), GALifornia Blush (5 g), Rockateur Box o' Powder Blush (5 g), Hoola Lite Matte Bronzer (8 g), Dandelion Box o' Powder Blush (7 g) oraz mini pędzel.  


Całość zamknięta jest w lekkiej, solidnie wykonanej, tekturowej palecie z dużym lusterkiem. Zamykana jest na mocny magnes, więc z pewnością nie otworzy nam się przypadkiem w czasie podróży. Lubię takie opakowania, ponieważ trudniej w nich zniszczyć pudrowe produkty. Wydaje mi się, że tektura lepiej amortyzuje w razie upadku lub uderzenia. Często latam samolotem i chyba każdy wie jak na lotniskach traktują bagaże😟. Póki co jeszcze żadna tekturowa paletka nie ucierpiała, czego nie mogę powiedzieć o plastikowych. 

 Konsystencja i zapach

Cóż.. Wszystkie produkty w palecie to pudry, więc nie ma co tu się dużo rozpisywać. Niektóre z nich się pylą, a inne są twarde i zbite, ale o tym szczegółowo mówię w dalszej części postu.
Zapach. Po pierwsze jest wyczuwalny zaraz po otwarciu palety, ale nie jest brzydki i nachalny. Po drugie mam małą zagwozdkę, bo nie umiem go jednoznacznie określić. Ja czuję słodki zapach, jakby z nutą róży😊. Dodatkowy i przyjemny atut Cheek Parade. 
Usłyszałam kiedyś, że pachnie babcino. Ja nie wiem, ale moja babcia tak mi się nie kojarzy😅.


Moja opinia
   
Paleta Cheek Parade to dla mnie w pewnym sensie ratunek dla portfela i inwestycja, ponieważ Benefit zapewnia nam produkty znakomitej jakości. Chciałam ją kupić, gdy tylko zobaczyłam ją gdzieś w internecie. Niestety jako, że była to edycja limitowana to szybko się wyprzedała. Szukałam wszędzie, jednak bez skutku. Dopiero po jakimś czasie natchnęło mnie, aby poszukać poza granicami Polski😉. Mam i nie żałuje, że ją kupiłam.
Ale przejdźmy już do tych cudów ze środka.
    
   
Puder brązujący Hoola
Bronzer Hoola zapewne, każdy zna. Kultowy produkt marki Benefit. Ma odcień mlecznej, raczej chłodnej czekolady i matowe wykończenie. Doskonale nada się zarówno do konturowania, jak i do ocieplania twarzy😊. Ma mocny pigment, więc osobom z jasną karnacją radzę go nakładać lekką ręką, chociaż trudno zrobić sobie nim krzywdę. Nie robi plam. Łatwo można stopniować jego intensywność, a przypadkowy nadmiar bez problemu da się rozblendować. Pudrem Hoola uzyskamy zarówno delikatny efekt, jak i mocne konturowanie. Ma formułę aksamitną, niestety dość sporo się pyli.
  
  
Puder brązujący Hoola Lite
Młodszy, jaśniejszy brat bronzera Hoola. Ma beżowo-brązowy kolor i również matowe wykończenie. Super opcja dla bardzo jasnych i jasnych cer oraz osób początkujących. Ja lubię go używać zimą, kiedy moja twarz nie ma już koloru lata😉. Podobnie jak Hoola nie robi plam, jest łatwy w stosowaniu i można budować jego intensywność. Tak samo się pyli.
   
  
Róż do policzków GALifornia
Ten produkt zachwyca samym wyglądem. Piękne tłoczone słoneczko od razu przywołuje na myśl letnie dni😍. Róż ma koralowy i cukierkowy odcień oraz delikatnie mieni się na złoto. Daje satynowe wykończenie oraz nie robi plam. Ten róż jest bardziej zbity i twardszy niż bronzery, dlatego trudniej go nabrać na pędzel, ale z drugiej strony jest też dobrze napigmentowany, więc łatwo z nim przesadzić i uzyskać żarówiasty efekt. Jednak podobnie jak poprzednicy, świetnie się blenduje, zatem łatwo uratować każdy błąd.
  
    
Róż do policzków Dandelion
Kolejny róż jest bardziej codzienny. Ma bardzo dziewczęcy odcień pudrowego, zgaszonego różu i jest całkowicie matowy. Daje delikatny i subtelny efekt na skórze, co wg mnie jest jego zaletą, bo nie zrobimy nim sobie plam. Jednak da się go budować. Ma konsystencje trochę twardszą od bronzerów, ale też potrafi się pylić. Świetny do codziennych makijaży wykonywanych na szybko😊.
  
     
Róż do policzków Rockateur 
Ostatni produkt w palecie to trochę dziwny róż😕. Przyznam szczerzę, że używam go najrzadziej. Ma ciemny lekko brązowo-brzoskwiniowy kolor oraz delikatnie mieni się na różowo. Daje satynowe wykończenie. Ma całkiem dobrą pigmentację, ale niewiele nabiera się go na pędzel, zatem tym produktem także nie zrobimy sobie krzywdy. Ze względu na kolor nakładam go przeważnie latem, jak już słońce muśnie trochę moją twarz. Ma konsystencje taką jak GALifornia, czyli jest zbity, twardy i nie pyli się.


Pędzel znajdujący się w palcie to nie moja bajka. Jest przyjemny i świetnie nadaje się do aplikowania bronzera, jednak ja zawsze sięgam po moje ulubione modele. To fajna opcja jeśli ktoś podróżuje z tą paletą. Ja wolałabym w tym miejscu mieć dodatkowy produkt. Może rozświetlacz😉. 
    

Podsumowując z całej palety jestem mega zadowolona. Wszystkie pudry są świetnej jakości, łatwo się nakładają i blendują jak marzenie. Pozwalają nam na stworzenie zarówno delikatnego, jak i intensywnego makijażu twarzy. Kolorystyka została tak uniwersalnie skomponowana, aby odpowiadać większości karnacji. Dzięki temu mogę jej używać cały rok. Zimą kiedy jestem bladziutka i latem kiedy już się opalę. Produkty są trwałe, nie uczulają i nie podrażniają. 




Na koniec dodam, że zakup tej palety to była najlepsza decyzja. Policzyłam i gdybym kupiła każdy produkt osobno to kosztowało by mnie to 860 zł😱. Przy czym każda limitka Benefitu kosztuje zawsze 289 zł. Wiadomo co się bardziej opłaca. 
  
Używaliście już hitów Benefitu? A może macie zamiar kupić jedną z nowych limitowanych palet? Dajcie znać w komentarzach.
Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz