czwartek, 9 lipca 2020

Paleta cieni Makeup Revolution - What You Waiting For


Pamiętam kiedy marka Makeup Revolution (teraz Revolution) pojawiła się na rynku. To naprawdę była rewolucja. 
Paletka cieni Salvation Palette What You Waiting For? była moją pierwszą paletką cieni tej marki jaką miałam. Nie pamiętam ile lat temu ją kupiłam, ale na pewno przyszedł już czas, aby się z nią pożegnać.
Dzisiaj paletka jest już niedostępna, więc piszę ten post z sentymentu.😊

   
Od producenta
  
Ekskluzywna paleta cieni do powiek Makeup Revolution zawiera 18 wysokiej zawartości pigmentów i jedenaście dodatkowych cieni do powiek. Paleta zawiera zarówno jasne, jak i matowe odcienie, dzięki którym możesz zaprojektować swój osobisty i piękny makijaż.
   
Opakowanie
   
Nazwa palety nawiązuje do piosenki Gwen Stefani - What you waiting for?. Ktoś jeszcze ją pamięta?😀 Paletka zapakowana była w kartonowe pudełko, którego już nie mam. Opakowanie było podobne do innych pierwszych palet marki Revolution. Czarne plastikowe opakowanie z lekkim połyskiem, które było całkiem wytrzymałe. Jedynym minusem było to, że widać na niej było każdy brud, zadrapania i przetarcia. Na zdjęciach możecie zobaczyć jak smutno wygląda.


   
W skład paletki wchodzą cienie o wykończeniu matowym (6 cieni okrągłych) i perłowym (12 cieni prostokątnych) w odcieniach brązu, beży i grafitu. Paleta zawiera dwustronną pacynkę oraz duże lusterko.
  
Zdjęcie znalezione w internecie. 
      
Moja opinia
  
Tak jak wspomniałam we wstępie paletkę miałam już parę lat. Myślę, że co najmniej pięć. Już jej się pozbyłam mimo, że jej zapach nie uległ zmianie, a właściwości nadal były takie same. Nie używałam jej jednak ostatnio zbyt często, więc nie było sensu ją trzymać.
Specjalnie nie czyściłam paletki przed robieniem zdjęć, aby pokazać Wam jak się zużyła. Cienie nie pyliły się jakoś nadmiernie i nie osypywały się podczas aplikacji. Pigmentacja zależała od koloru i rodzaju wykończenia. Cienie perłowe w większości ładnie odpijały światło i miały mocny kolor. Natomiast maty tu już bardziej kulały, ale łatwo się z nimi pracowało. Ładnie się blendowały i można było zbudować ich kolor nie robiąc przy tym plam. Wytrzymywały na powiece cały dzień, bez uszczerbku na intensywności.😀

   
Na każdym zdjęciu swatchy przejeżdżałam palcem tylko dwa razy, nie dodając kolejnej warstwy. 
Na zdjęciu beżowego właściwie nie widać. Miał słaby pigment, ale mi odpowiadał i używałam go głownie na łuk brwiowy lub do roztarcia innych cieni. Ogólnie widać, że maty pigmentacją nie powalały, ale WTEDY do dziennych, szybkich makijaży do pracy były w sam raz😉.
      

Cienie perłowe w tej palecie skradły moje serce. Nawet teraz kiedy robiłam swatche do zdjęć bardzo mi się podobają. Moim zdaniem są dobrze napigmentowane, a nałożone palcem na sucho wyglądają pięknie. Nie dają oślepiającego blasku, ale są świetne na co dzień. 
Będę ją miło wspominać! 😊

   
  
  
Krótko podsumowując paletki marki Revolution polecam każdemu kto dopiero zaczyna swoją przygodę z makijażem. Pigmentacja jest w sam raz, żeby móc nauczyć się techniki i przy tym nie robiąc sobie plam. Mam jeszcze inne paletki cieni tej marki i jestem z nich zadowolona. 

Które paletki cieni Revolution są Waszymi ulubieńcami? Może macie takie, które trzymacie tylko z sentymentu?
Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz